Kradzież w parku
Kiedy szedłem z Małgorzatą przez park, jakiś mężczyzna wyrwał jej torebkę z rąk i uciekł. Nie mogłem pobiec za nim, bo było zbyt ciemno, aby zostawić ja samą. Policja jeszcze go nie złapała. Tydzień po tym zdarzeniu Małgorzata znalazła swoją torebkę wraz z dokumentami na wycieraczce pod swoim mieszkaniem. Oczywiście w portfelu nie było ani grosza, ale przynajmniej ominęło ja załatwianie w urzędach formalności związanych z wyrabianiem nowych dokumentów. To wszystko zajmuje sporo czasu, ponadto wiąże się z wydatkami. Dobrą stroną tego zdarzenia jest to, że Małgorzata zrozumiała wreszcie, że nie powinna sama spacerować w odludnych miejscach, szczególnie po zmierzchu.
Nigdy nie mogłem wyperswadować jej takich pomysłów, a nie zawsze mogłem jej towarzyszyć w takich wędrówkach. Poza tym szanuję to, że ona lubi te swoje samotne eskapady. I wreszcie zaczęła nosić w torebce gaz, który kupiłem jej kilka miesięcy temu. Tamtego wieczoru najadła się sporo strachu i choć była to nieprzyjemna lekcja, być może uchroniła ją przed gorszymi przygodami.