Doktor G

Tak, Karolina ma rację - to już nie jest to samo. Przyzwyczajono nas do doktor Dżi, polubiliśmy ją i jej medyczne śledztwa, a teraz każą nam się przestawić na to, że jest to doktor Gie. Jakby jej nie nazywali, dla mnie pozostanie Dżi i już. Dla mnie programy z nią to jak kołysanka. Zwykle w jednym, godzinnym odcinku przedstawione są dwie sprawy, które ta lekarka sądowa musi rozwikłać. I regułą jest, że nie zdarza mi się dotrwać do rozwikłania nawet tej pierwszej, ponieważ Morfeusz chwyta mnie w swoje objęcia.

Dlatego teraz, gdy zaczyna się program z udziałem naszej wnikliwej bohaterki, aktywuję w telewizorze funkcję “sleep” i po sześćdziesięciu minutach odbiornik sam się wyłącza. Póki co nie mam jeszcze koszmarów, ale jeśli się pojawią, będę musiała odpocząć nieco od tych sprawozdań z sekcji zwłok. Kiedyś już byłam na takowym odwyku, ponieważ Karolina zdiagnozowała przyczynę pojawienia się pewnego snu, w którym koleżanka z pracy miała profesjonalne laboratorium mordercy. Odpoczęłam od doktor Dżi i to się nie powtórzyło… póki co.